Kurs pierwsza pomoc Poznań

Potrzebna pierwsza pomoc

Jadąc do pracy autobusem, zobaczyłam wypadek samochodowy. Osobówka zderzyła się z tirem. Nie wiem, czy są ranni, czy nie ma ofiary śmiertelnej. Myślę o tym, jak długo ranni będą czekać na pierwszą pomoc.

Wypadek zdarzył się daleko za miastem, chyba jednym z rannych jest kierowca samochodu. Tir zatrzymał się, przerażony tym, że potrącił samochód osobowy. Jak bardzo przydałyby się kursy pierwszej pomocy!

Dlaczego nie ma nigdzie policji? Próbowałam zapytać naszego kierowcę, czemu się nie zatrzymaliśmy, ale odpowiedział, że musi jechać zgodnie z rozkładem jazdy. W naszym autobusie też nikt nie reaguje na moje pytania. Myślę ze smutkiem, że więcej uwagi wzbudziłaby reklama, na przykład takiego towaru jak producent odzieży roboczej. Reklamy cieszą się dziś przecież dużą popularnością.

Wiem, że teraz ciągle są wypadki, że kierowcy jeżdżą nieostrożnie, nie przestrzegając przepisów. Ale czy to powód do znieczulicy? A może tamten kierowca na drodze na przykład zasłabnął, dlatego stracił panowanie nad kierownicą?

Pierwsza pomoc uratowałaby kierowcę, chyba byli tam też pasażerowie. Nie widać ani nie słychać, żeby jechała karetka, a więc nikt jej nie wezwał? Tyle się mówi o ostrożnej jeździe, tyle ostrzeżeń każdego dnia w radiu i w telewizji. Ale stanowczo za mało jest chętnych do udzielenia pierwszej pomocy przez ludzi, którzy zauważyli zderzenie, wypadek. Mogliśmy się zatrzymać, na pewno mogliśmy wezwać karetkę pogotowia. Może za mało energicznie prosiłam o to naszego kierowcę.

Jest przecież głośna akcja pierwsza pomoc. To jest szkolenie dla wszystkich chętnych, każdy może wziąć w nim udział i nauczyć się udzielania pomocy poszkodowanym na przykład w wypadku samochodowym.

Na pierwszych wykładach było niewielu chętnych. A przecież samochodów wciąż przybywa, na drogach coraz ciaśniej i coraz więcej kolizji. Czemu nie ma chętnych do praktycznego opanowania podstawowych czynności przy udzielaniu pierwszej pomocy?

Może powinnam jednak głośniej i energiczniej zażądać zatrzymania naszego autobusu. Spóźniłabym się do pracy, ale ciągle mam przed oczyma ten potrącony samochód. Po to skończyłam kurs pierwsza pomoc, żeby pomagać poszkodowanym. Gdy mam do czynienia z pieszym i nie siedzę w autobusie, potrafię wykorzystać swoją wiedzę, a tutaj nie zrobiłam nic i mam wyrzuty sumienia.

Dopiero na przystanku, gdy wysiądę, będę mogła zadzwonić na policję i na pogotowie. Muszę się dowiedzieć, czy ktoś udzielił pomocy temu kierowcy. To co zapamiętałam, to nazwa najbliższej ulicy i numer rejestracyjny samochodu – może to pomoże.